Był zwykły, zatłoczony poranek w mieście. Większość pasażerów autobusu stanowili starsi ludzie – niektórzy niosąc torby materiałowe, inni rozmawiając cicho o pogodzie lub cenach w sklepie. Każdy był pochłonięty własnymi myślami, aż do momentu, gdy na pokładzie pojawiła się matka z dwójką małych dzieci.
Jedno dziecko trzymało ją za rękę, drugie tuliło się do niej w poszukiwaniu bezpieczeństwa. Wolnych miejsc nie było ani jednego. Kobieta rozejrzała się nerwowo i jej wzrok padł na młodego mężczyznę siedzącego przy przejściu. Miał około osiemnastu lat, tatuaże na ramieniu i szyi, lekki zarost i wyraźnie zmęczony wyraz twarzy. Nosił ciemną koszulkę i patrzył przed siebie, nie odzywając się do nikogo.
— Młody człowieku, ustąp miejsca! Mam dwoje dzieci! — krzyknęła kobieta, nie kryjąc irytacji.
Autobus powoli ucichł. Kilku pasażerów odwróciło się, aby zobaczyć sytuację. Kobieta podniosła głos jeszcze bardziej:
— Czy cię to nie obchodzi?!
Młody mężczyzna spojrzał na nią spokojnie, ale nie wstał. Wydawało się, że ignoruje prośbę, co jeszcze bardziej zirytowało kobietę. Napięcie rosło, a pasażerowie w ciszy obserwowali scenę, oczekując wybuchu.
Wtedy wydarzyło się coś, co zmieniło całą atmosferę. Mężczyzna delikatnie odsunął plecak, który leżał na jego kolanach, i z wnętrza wyciągnął małe, owinięte kocykiem niemowlę. Spokojny, śpiący noworodek.